Zbieram w jednym miejscu dokumenty, które wspólnie wybierzemy. Dokładam do nich czat — pytasz go tak, jak zapytałbyś kogoś z firmy, a przy odpowiedzi masz odnośniki do dokumentów, w których szukał.
Pracownik wpisuje „od kiedy obowiązuje ten cennik” i dostaje odpowiedź razem z odnośnikami do dokumentów, w których system szukał. Może kliknąć i sprawdzić, czy odpowiedź rzeczywiście z nich wynika — bo odpowiedź bez źródła jest tylko opinią maszyny.
Umów rozmowę o swoich dokumentachDziśKtoś zna procedurę z pamięci. Gdy go nie ma, reszta zgaduje albo dzwoni do klienta o coś, na co firma dawno odpowiedziała. Wyszukiwarka systemowa tu nie pomaga: znajduje słowo w nazwie pliku, a nie to, o co pyta pracownik.
Po wdrożeniuPytanie, z którym dziś wszyscy idą do jednej osoby, trafia do systemu. Gdy jej akurat nie ma, reszta nie zgaduje i nie dzwoni do klienta po coś, na co firma dawno odpowiedziała.
DziśCennik z zeszłego roku i cennik obowiązujący leżą w tym samym folderze. Wygrywa ten, który ktoś otworzył pierwszy.
Po wdrożeniuPrzy odpowiedzi są odnośniki do dokumentów, więc klikasz i sprawdzasz, zamiast przekopywać foldery. Jeśli w zbiorze zostaną dwa cenniki, system może odpowiedzieć ze starszego — sam nie ustala, który obowiązuje, i dlatego rozstrzygacie to przed uruchomieniem.
DziśNowa osoba w zespole pyta o to samo, co poprzednia trzy miesiące temu — i znowu odpowiada jej ktoś z pamięci.
Po wdrożeniuNowa osoba pyta system, nie kolegę — i widzi te same dokumenty, z których trzy miesiące temu korzystał ktoś inny.
Tak wygląda życie pojedynczego pliku po wdrożeniu — od miejsca, w którym leży, do odpowiedzi z odnośnikiem.
Zbieram to, co wspólnie wybraliśmy
plik ze skanera, folderu, osobnej skrzynki mailowej na dokumenty albo formularza w archiwum
Rozbijam na fragmenty i opisuję — nazw uczę na Waszych dokumentach
fragment z informacją, skąd pochodzi
Wskazujesz, która wersja obowiązuje — tego system nie zgadnie
wersja wskazana przez Was, zanim zbiór trafi do systemu
Dopasowuję do pytania po znaczeniu, nie po słowie
kilka najlepiej pasujących fragmentów
Model układa zdanie i podaje odnośnik
odpowiedź z linkiem do źródła
Gdy odpowiedzi nie ma w dokumentach, system może mimo to spróbować odpowiedzieć z najlepiej dopasowanych fragmentów. Dlatego w pilotażu testujemy także pytania bez odpowiedzi — nie obiecuję odmowy w każdym takim przypadku.
Czego ten dowód nie pokazuje
Demo przeszukuje publiczne artykuły i nie pokazuje systemu produkcyjnego. Liczba dokumentów i architektura pozostają poufne; publikowalnej miary trafności nie ma.
Pytam o trzy pytania, które padają u Was najczęściej, i o to, gdzie dziś leżą odpowiedzi. 30–45 minut, zdalnie, bez opłaty.
Kanały wejścia, porządek, uprawnienia i kopia z odtworzeniem. Ten etap ma własny odbiór i zostaje Wam, nawet jeśli na nim poprzestaniecie.
Uruchamiam asystenta i sprawdzam go na Waszych pytaniach, rolach, dokumentach i sprzęcie. Wynik negatywny kończy etap raportem — archiwum działa dalej, a o czymkolwiek własnym decydujecie osobno.
Przed testem zapisujemy oczekiwane źródło, dopuszczalną odpowiedź i osobę oceniającą. Sprawdzamy każdą istotną tezę odpowiedzi, nie sam odnośnik.
Zbieram pytania, które padły naprawdę, i poprawiam to, co da się poprawić bez zmiany sprzętu. Kończy się krótkim raportem.
Za próbę płacisz kwotę ustaloną z góry — umawiamy ją po rozmowie o konkretach. Cenę całości podaję dopiero po próbie. Wcześniej nikt uczciwie jej nie poda, bo nikt nie wie, w jakim stanie są Wasze dokumenty.
Płacisz za:
Może. Dlatego przy odpowiedzi są odnośniki do dokumentów, w których system szukał — możesz kliknąć i sprawdzić, czy odpowiedź z nich wynika. Nie obiecuję, że odpowie na wszystko i nigdy się nie pomyli; nikt uczciwie tego nie obieca. System korzysta wyłącznie z Waszych dokumentów, ale gdy odpowiedzi w nich nie ma, może i tak spróbować odpowiedzieć z najbliższych fragmentów — dlatego w pilotażu sprawdzamy również pytania, na które odpowiedzi nie ma.
Za uruchomienie i dopasowanie, nie za sam pomysł. Czat bywa częścią gotowego programu i nie sprzedaję go jako własnego wynalazku — mówię to wprost, żebyś nie płacił za coś, co możesz mieć sam. Płacisz za cztery rzeczy. Po pierwsze: w wariancie domyślnym treść dokumentów, rozpoznany tekst, pytania i odpowiedzi obsługuje Twój własny sprzęt, a nie zewnętrzny dostawca AI. W ofercie osobno wypisuję, jakich połączeń na zewnątrz to wymaga i gdzie leżą kopie. Po drugie: każdej osobie osobno ustawiam, co może zobaczyć. Po trzecie: do zbioru trafiają właściwe dokumenty. Po czwarte: odpowiedzi sprawdzam na Twoich pytaniach, a nie na moich przykładach. Na koniec dostajesz zapis, co asystent odpowiedział i z czego.
To normalny punkt wyjścia i po to właśnie jest próba: pokazuje, ile roboty leży w samym porządkowaniu, zanim zdecydujesz o całości. Gorzej, gdy dokumentów jeszcze nie ma — wtedy najpierw trzeba je spisać, a tego żaden program za Was nie zrobi. Podobnie, gdy papiery zmieniają się co godzinę i nikt nie pilnuje, co w nich leży. Opisywanie nowych dokumentów też nie działa od pierwszego dnia samo: system uczy się Waszych nazw na pierwszej partii, a Wy poprawiacie go, dopóki nie trafia bez pytania.
Tyle, ile ustalimy. Ustawiam, kto może otworzyć które dokumenty — i to samo dla wyszukiwarki, żeby nie pokazała fragmentu, którego ktoś nie powinien zobaczyć. Potrzebuję od Ciebie jednej decyzji: kto ma widzieć co. To robota techniczna, nie ocena prawna.
Nie muszą. Mogą zostać na Twoim serwerze i to jest wariant domyślny, nie dopłata. Licencje systemów, z których pochodzą dokumenty, zostają po Twojej stronie. Druga droga: cięższą część liczy model zewnętrznego dostawcy — taniej na start, za to co miesiąc abonament, a fragmenty dokumentów wychodzą z firmy. Mówię, które, zanim się zdecydujesz.
Nie, i nie twierdzę inaczej. Robię część techniczną i mówię, gdzie się ona kończy. Czy Twój przypadek wymaga dodatkowych kroków formalnych, ustal ze swoim doradcą. Za treść dokumentów odpowiada firma; ja odpowiadam za mechanizm i za to, żeby odpowiedź wskazywała źródło.
Całego archiwum firmy — pracujemy na tym, co wspólnie wybierzemy. Gwarancji poprawności każdej pojedynczej odpowiedzi. Orzeczenia o zgodności z przepisami.
Na pilotaż tak — ma stały zakres i stałą cenę, ustalane po rozmowie o konkretach. Wdrożenia nie wyceniam przed pilotażem, bo wcześniej nikt uczciwie nie zna kosztu: zależy on od stanu dokumentów. Bez otwartego licznika godzin i bez widełek dla systemu, którego nie widziałem.
Napisz, jakie trzy pytania padają u Was najczęściej i gdzie dziś leżą odpowiedzi. Odpiszę, czy to się nadaje na pilotaż — także wtedy, gdy uznam, że nie.