Stawiam u Ciebie komputer i go prowadzę — stoją na nim te programy i dane firmy, które wspólnie wybierzemy. Jeśli nie ma go gdzie postawić, wynajmuję dla Ciebie maszynę i prowadzę ją tak samo.
Asystent do dokumentów i połączenia między programami muszą gdzieś stać. Czasem wystarczy to, co już masz — wtedy ta strona nie jest Ci potrzebna. Zaczynamy tutaj, gdy dzisiejsze miejsce nie wystarcza albo dane nie mogą wyjść z firmy.
Umów rozmowę o swoim przypadkuWażne rzeczy leżą rozproszone po usługach, których zasad nie ustalasz, a co miesiąc dochodzi kolejna subskrypcja. Nikt nie ma pełnej listy, co gdzie jest i kto to widzi.
Przy każdym pomyśle na AI wraca to samo: czy wolno tam wrzucić nasze dokumenty? Bez odpowiedzi projekt staje, zanim się zacznie.
Kopie zapasowe się robią i wszystkie wskaźniki świecą na zielono. Mimo to nikt nie sprawdził, czy dane naprawdę da się przywrócić. Dopiero próba odtworzenia pokazuje, czy kopia jest użyteczna w sprawdzonym przypadku.
Cztery kroki, w tej kolejności. Pierwsze dwa to postawienie sprzętu. Dopiero trzeci i czwarty sprawiają, że można na tym polegać, gdy coś pójdzie nie tak.
Ustalamy, czy sprzęt stoi u Ciebie, czy wynajmujemy maszynę
decyzja z konsekwencjami wypisanymi wprost
Stawiam system i narzędzia pod zadania, które wspólnie wybierzemy
działające miejsce na dane i aplikacje
Włączam kopie zapasowe i sprawdzam je odtworzeniem
kopia, z której w sprawdzonym przypadku realnie da się odtworzyć dane
Podpinam automatyczne sprawdzanie usług i powiadomienia
sygnał, zanim zauważy to ktoś z firmy
Padnie kiedyś — z góry to zakładam, bo tak to działa. Dlatego kopię sprawdzam, próbując odtworzyć z niej dane, a nie samym zielonym znaczkiem: po takiej próbie wiesz, że dane wróciły, i wiesz, ile to trwało. To nie obietnica, że każda przyszła awaria potrwa tyle samo — i to trudniejsza część roboty niż samo postawienie maszyny.
Czego ten dowód nie pokazuje
Nazwy organizacji, architektury ani konfiguracji środowiska produkcyjnego nie publikuję. Sprawdzić sam możesz tę część, którą opisuję jawnie — moją własną infrastrukturę, prowadzoną tą samą metodą.
Pytam, co chcesz uruchomić najpierw i jakie dane w tym uczestniczą. Od tego zależy sprzęt, a nie odwrotnie. 30–45 minut, zdalnie, bez opłaty.
Sprzęt u Ciebie czy wynajęta maszyna: mówię wprost, ile kosztuje każdy wariant, ile trwa uruchomienie i gdzie kończy się Twoja kontrola nad danymi.
Stawiam system, narzędzia i kopie zapasowe. Zaczynamy od jednego zadania, nie od wszystkiego naraz.
Odtwarzamy dane z kopii i mierzymy, ile to trwa. Dopiero to jest odbiór — nie ekran „gotowe”.
Instrukcja i przekazanie albo comiesięczna opieka — zależnie od tego, kto ma to prowadzić dalej.
Sprzęt albo wynajem maszyny to koszt po Twojej stronie i pokazuję go osobno od mojej pracy — żebyś widział, za co płacisz komu. Moją część wyceniam stałą ceną po rozmowie o tym, co ma na tym stanąć.
U Ciebie: dane zostają fizycznie w firmie, dostęp ustalasz sam, a po jednorazowym zakupie nie płacisz dostawcy comiesięcznego czynszu za tę maszynę; pozostają koszty prądu, kopii poza urządzeniem i późniejszej wymiany sprzętu. Start jest wolniejszy, bo sprzęt trzeba kupić i podłączyć. Wynajęta maszyna u dostawcy: ruszasz szybciej i nic nie kupujesz, ale płacisz stale, a dane leżą u kogoś, czyich zasad nie ustalasz. Domyślnie proponuję sprzęt u Ciebie, bo po to tu przychodzisz: żeby dane zostały w firmie. Wynajem proponuję wtedy, gdy nie ma gdzie postawić komputera albo chcesz ruszyć od razu — i mówię wprost, co przy tym tracisz.
Na start zwykle nie. Do pierwszych zadań wystarcza jedna niewielka maszyna. Do modeli AI działających lokalnie bywa potrzebna mocniejsza karta i mówię to przed zakupem, a nie po. Sprzęt dobieramy do zadania, nie na zapas.
Padnie kiedyś i z góry to zakładam. Dlatego kopię sprawdzam, próbując odtworzyć z niej dane: wiesz wtedy, że w tym przypadku dane wróciły, i wiesz, ile to trwało. To nie obietnica, że każda przyszła awaria potrwa tyle samo. Bez takiej próby kopia jest tylko nadzieją — i to najczęstsza rzecz, jaką zastaję u kogoś, kto „ma backupy”.
Nie. Wystarczy kąt z gniazdkiem i internetem, gdzie komputer może stać cały czas i nikt go nie wyłączy ani nie przestawi. Jeśli takiego kąta nie ma, lepiej wynająć maszynę — i tak też doradzę.
Nie przebudowuję Wam sieci i nie wymieniam komputerów pracownikom. Nie kupuję sprzętu w Twoim imieniu — kupujesz go sam, a ja mówię, co i dlaczego. Nie orzekam też, czy jesteś zgodny z przepisami.
Odpowiadam za to, żeby miejsce działało, kopie były sprawdzone, a dostęp ustawiony tak, jak ustaliliśmy. Za to, co w danych jest i kto powinien je widzieć, odpowiada firma. Czy Twój przypadek wymaga dodatkowych kroków formalnych, ustal ze swoim doradcą — ja robię część techniczną i mówię, gdzie się ona kończy.
W Bawarii działa Digitalbonus i opisuję jego warunki na stronie głównej. Jedna rzecz, o której warto wiedzieć wcześnie: dofinansować można wyłącznie przedsięwzięcie jeszcze nierozpoczęte, więc rozmowa o dofinansowaniu ma sens przed startem, a nie w trakcie.
Napisz, co chcesz uruchomić najpierw i czy dane firmy mogą wyjść na zewnątrz. Odpiszę, który wariant ma u Ciebie sens — także wtedy, gdy uznam, że na razie żaden.